Gm. Płoniawy-Bramura. Spór o drogę trafił do sądu

Czytaj dalej
Renata Jasińska

Gm. Płoniawy-Bramura. Spór o drogę trafił do sądu

Renata Jasińska

O co wy się państwo kłócicie? O ten kawałek ziemi? - pytała sędzia w czasie wizji lokalnej we wsi Bobino-Grzybki. 19 maja na pole położone tuż za wsią, do którego prowadzi droga gminna, przyszli zwaśnieni sąsiedzi: Wilkowscy ze swoim adwokatem, właściciel działki oraz sędzia z protokolantką.

Sprawa, która toczy się przed sądem, dotyczy sporu pomiędzy Kazimierzem Wilkowskim i jednym z jego sąsiadów. Chodzi o kawałek działki formalnie należący do sąsiada, lecz przez wiele lat użytkowany jako droga dojazdowa do pola przez Wilkowskiego. Według obu stron z drogi korzystał nie tylko Wilkowski, ale również inny sąsiad.

W ubiegłym roku właściciel działki, o której mowa, postanowił zakończyć jego zdaniem nielegalne przejazdy Wilkowskiego przez pole. Z pomocą znajomych wywiózł kamienie z drogi i zaorał ją.

- To moja działka, nie chcę, żeby mi Wilkowski po niej jeździł. Z tym człowiekiem nie da się porozumieć - mówił w czasie wizji.

- Ale kiedyś pan pozwalał przejeżdżać sąsiadowi po tej działce, więc dlaczego to się zmieniło? - dopytywała sędzia, jednak odpowiedzi się nie doczekała.

Wilkowski argumentował, że jeździł tą drogą od lat 70., czyli odkąd sprowadził się do Bobina. Teraz, choć stracił dojazd do pola, nie zamierza tak sprawy zostawić. Uważa że droga należy się mu choćby przez fakt ponad 30-letniego jej użytkowania. Niedługo po całym zdarzeniu nawiózł na zaoraną drogę gruz, choć jego sąsiad twierdzi, że to były śmieci. Sąsiad wezwał policję. Od tej pory w sądzie toczą się kolejne sprawy.

Uczestnicy wizji lokalnej oglądali sporny kawałek ziemi. Sędzia wraz z protokolantką notowały i robiły zdjęcia.

- To moja ziemia i mam prawo ją uprawiać. Mogę nawet zasiać tu trawę - twierdził sąsiad.

- Może warto się jednak dogadać? Na przykład za jakąś opłatą przekazać panu Wilkowskiemu ten kawałek w użytkowanie? - próbowała szukać rozwiązania sędzia.

Sąsiad tłumaczył jednak, że Wilkowski ma inne drogi prowadzące do jego pola. Sędzia postanowiła zobaczyć je na własne oczy.

By dostać się do pierwszej ze wskazanych dróg, trzeba było przejechać przez całą wieś. Droga prowadziła przez pole innego sąsiada, który również pozostaje w konflikcie z Wilkowskim. O ile na początku tuż przy zjeździe wjazd był stosunkowo szeroki, za chwilę zwężał się. Właściwie stawał się przejezdny jedynie dla jednośladów.

- Ten wjazd kiedyś był szerszy, ale sąsiad go zaorał - stwierdził przeciwnik Wilkowskiego. - Nie wiem dlaczego, może nie chciał, żeby Wilkowski tędy jeździł - tłumaczył sędzi.

Wskazany wjazd na pole graniczy z działką syna Kazimierza Wilkowskiego, dlatego zdaniem sąsiada Wilkowski mógłby wytyczyć drogę przez pole swojego syna. Problemem jest jednak podmokły teren i rów znajdujący się przy drodze powiatowej.

- Z moich informacji wynika, że powiat ma tę drogę robić, więc na pewno bez problemu zrobi też mostek - skomentował sąsiad Wilkowskiego.

Kolejna wskazana droga miała być tą, która prowadzi wprost na pole Wilkowskiego. Biegła drogą powiatową, by ostatecznie skręcić… w las.

- Droga przez las jest bardzo wąska i wyboista. Przy wjeździe na pole rosną dwa duże drzewa - dyktowała zapis do protokołu sędzia.

Jakby tego było mało, okazało się, że pole, na które wjeżdża się wprost z lasu, należy do kogoś innego. Ziemia Wilkowskiego zaczyna się kilka metrów dalej.

Tu emocje zaczęły ponosić obie strony sporu. Padały wzajemne oskarżenia i niewybredne słowa.

- Co my wam takiego zrobiliśmy? - pytała Wilkowska sąsiada.

O powód sporu zapytała też sędzia. I choć skłóceni z Wilkowskim sąsiedzi nie chcieli początkowo mówić, pod naciskiem sądu wyjaśnili, że wszystko zaczęło się, kiedy na ziemi Wilkowskiego miały stanąć wiatraki.

I choć inwestycja ostatecznie nie doszła do skutku, konfliktów międzysąsiedzkich we wsi powodowanych raz przez jedną, raz przez drugą stronę, pojawiało się coraz więcej. I trwają do dziś.

Sędzia po wysłuchaniu obu stron zaproponowała ugodę sądową.

- Któraś ze stron w tej sprawie ucierpi. Nie wiem która, nie będę teraz tego przesądzać, ale jedna ze stron na pewno nie będzie zadowolona i poniesie duże koszty. Może warto się dogadać - podpowiadała jeszcze sędzia.

Sąsiad Wilkowskiego nie widział jednak takiej możliwości.

- Trudno, zaryzykuję, ale możliwości porozumienia z Wilkowskim nie widzę - stwierdził stanowczo.

Renata Jasińska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.to.com.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.