Robert Majkowski

Jak nas widzą pracodawcy? [RAPORT]

Jak nas widzą pracodawcy? [RAPORT] Fot. sxc.hu
Robert Majkowski

Dobry pracownik na wagę złota. Taki, któremu chce się pracować, jest zaangażowany, ma kwalifikacje. Przedsiębiorcy twierdzą, że zatrudnią go od zaraz i to za dobre pieniądze.

- Sytuacja z pracownikami w branży restauratorskiej zmieniła się znacznie po… wprowadzeniu 500 plus - twierdzi właściciel restauracji włoskiej Pasta Rica w Ostrołęce Grzegorz Marcinkowski, który prowadzi swój lokal od kilku lat.

500 plus ma wpływ - negatywny - na zatrudnienie nie tylko w tej branży, jak się okazuje. Ale to jeden z wielu problemów wskazywanych przez lokalnych pracodawców. Najczęściej rynek pracy oceniany jest przez pryzmat pracowników. Słabo płacą, nadmiernie wykorzystują, nie zatrudniają na umowach o pracę, nie dają „socjalu” - tak często mówią o pracodawcach. Z wściekłością, ale i żalem, bo każdy chciałby dostawać godziwą pensję i być traktowanym jak pracownik a nie niewolnik. A jak to wygląda z drugiej strony? No cóż, też różowo nie jest. Przeczytajcie zresztą sami...

Poszukiwani: kelnerki, kucharki, barmani

- Przed 500 plus restauratorzy najczęściej zatrudniali osoby do obsługi klienta spośród matek, które chciały sobie dorobić, na przykład jako kelnerki - tłumaczy Grzegorz Marcinkowski. - Teraz, gdy państwo zapewnia wsparcie finansowe, im się to zwyczajnie nie opłaca.

I tu zaczynają się dla branży restauratorskiej problemy, bo wykwalifikowanych, w miarę doświadczonych pracowników na rynku brak. Na ogłoszenia odpowiadają głównie ludzie młodzi.

- Młodzież nigdzie nie uczy się profesjonalnej obsługi klienta - ubolewa ostrołęczanin. - Nie ma też gdzie zdobyć doświadczenia, ponieważ w naszym mieście dominują fast foody, w których obsługa klienta wygląda zupełnie inaczej niż w restauracji.

Wiele o lokalnym rynku pracy jego zdaniem mówi liczba ogłoszeń:

Jest ich mnóstwo: wiele ostrołęckich restauracji poszukuje kelnerek, barmanów, obsługi kuchni, kucharzy. Jeszcze parę lat temu, gdy dawałem ogłoszenie o pracę, dostawałem 80-100 CV. Teraz często jest cisza, nikt się nie odzywa.

Bez doświadczenia, za to z wymaganiami

A ci, którzy się odzywają, nie zawsze się sprawdzają. I nie chodzi tu tylko o brak umiejętności: jak mówi Grzegorz Marcinkowski, w chętną do pracy osobę pracodawca potrafi zainwestować i swój czas (na naukę), i pieniądze wypłacane przez okres próbny. Szkopuł tkwi w czymś innym.

- Odnoszę wrażenie, że młodzi ludzie nie mają ochoty pracować - mówi wprost, podając przykład: - Przychodzi na rozmowę kwalifikacyjną dziewczyna, która przez większą część czasu opowiada, czego ode mnie oczekuje. Nie ma żadnego doświadczenia, Pasta Rica byłaby jej pierwszą pracą. Na liście jej oczekiwań znajdują się obowiązkowe wolne weekendy i określone zarobki. Wyjaśniam, że praca w restauracji wiąże się także z pracą w weekendy, w systemie dwa dni pracy, dwa dni wolne, i że nie mogę jej zapewnić takiej pensji, jaką by chciała. W odpowiedzi słyszę, że jej koleżanki w Warszawie czy Londynie tyle a tyle zarabiają. To jej punkt odniesienia.

Znalezienie pracowników na weekend to w ogóle spory problem.

- W Ostrołęce w dni powszednie niewiele się dzieje, młodzi ludzie relaksu, odpoczynku i zabawy szukają w weekend i nie wyobrażają sobie, że musieliby poświęcić go na pracę. A czasem, gdy mamy wielu klientów, rzeczywiście trzeba sporo popracować - opowiada pan Grzegorz, który zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt. - Czytałem w „Tygodniku Ostrołęckim” artykuł „Przyklejeni do smartfona”. To kolejny problem: wielu pracowników nie jest zainteresowanych tym, aby zrobić coś więcej, dać coś z siebie. Gdy nie ma klientów, non stop siedzą w telefonie, na Facebooku. A tymczasem sala jest niesprzątnięta.

Każdy z restauratorów chce mieć pracowników, na których może polegać. Jest też im w stanie płacić więcej. Ale co mamy zrobić, gdy nie widzimy żadnego zaangażowania? Miałem wielu dobrych pracowników, ale większość z nich wyjechała za granicę. I ja ich rozumiem.

Grzegorz Marcinkowski dostrzega też inny trend:

- Myślę, że Polacy będą zatrudniać coraz większą liczbę cudzoziemców zza naszej wschodniej granicy. Im zależy, aby pracować i nie są dla nich problemem nadgodziny, bo wiedzą, że więcej zarobią.

Niektórzy jakby pracowali za karę

Wioletta Wiśniewska (imię i nazwisko zmienione) od kilku lat prowadzi salon fryzjerski.

- W tej branży, jak i w kosmetyce największy problem jest taki, że inwestujemy w wyszkolenie pracownicy, a ta potem odchodzi i najczęściej zabiera też część klientek.

Choć jak mówi, życie i rynek często weryfikuje potem umiejętności zawodowe i biznesowe.

- Dziewczynom często się wydaje, że każda klientka to czysty zysk. Ale kiedy okazuje się, że na swoim trzeba zapłacić za lokal, rachunki za prąd, wodę, składki, kupić środki do pracy, sprzęt, który się zużywa i psuje... Samo się nie posprząta itp. itd., to zapał niektórym mija.

Pani Wioletta dość krytycznie ocenia młodych pracowników.

- Mam wrażenie, że niektórzy pracują za karę. Zero własnej inicjatywy. Co każę, albo pokażę palcem - to zrobi. Jak trzeba czasami dłużej zostać, to oczywiście mnożą się nagle nieszczęścia rodzinne. Ale kiedy pracy jest mniej i zwalniam do domu po 4-5 godzinach, to protestów nie słyszę. Trzeba posprzątać? - Obrażona mina, przecież nie jestem sprzątaczką.

I dodaje, że dziewczyny nader chętnie korzystają ze zwolnień lekarskich w przypadku ciąży.

- Jak któraś zajdzie w ciążę, to od samego początku ciągnie zwolnienie. Jakby to była ciężka choroba. Da się ułożyć pracę tak, by nie była zbyt uciążliwa. I nie przesadzajmy, że mamy do czynienia z nie wiadomo jaką szkodliwą chemią. Nie te czasy. Ja przy obu swoich ciążach pracowałam prawie do rozwiązania. Urodziłam zdrowe dzieci. Rozumiem, kiedy naprawdę jest powód, bo ciąża jest zagrożona, albo dziewczyna źle się czuje. Ale miałam pracownicę, która twierdziła, że lekarz kazał jej leżeć od początku, a pech chciał, że często widziałam ją, jak zabijała czas z koleżankami - na zakupach, w kawiarni, w pubie. Nie miała wyrzutów sumienia, że zostawiła mnie z dnia na dzień z kłopotem, bo musiałam znaleźć zastępstwo za nią. No bo przecież to mój problem, nie jej. Niestety, takie mam wrażenie, że pracownicy są bardzo roszczeniowi, niekoniecznie potrafią dać coś więcej od siebie - smutno konstatuje.

- Trudno o pracowników fizycznych, trudno o kierowców ciężarówki - mówi Daniel, który prowadzi tartak w powiecie ostrołęckim. Zatrudnia cztery osoby, wszystkie na umowę o pracę. - Każda próba zatrudnienia nowych ludzi kończy się fiaskiem - zaznacza.

W czym upatruje przyczynę takiego stanu rzeczy?

- Na pewno ma znaczenie wysokość najniższej krajowej pensji oraz 500 plus. Miałem nawet sytuację, że zwolnił się z pracy kierowca, bo gdyby został, jego rodzina straciłaby dodatkowe świadczenia - mówi.

Zatrudniamy obcokrajowców

Brak rąk do pracy to również największa bolączka ostrołęckich przewoźników.

- Transport jest swego rodzaju barometrem, miernikiem całej gospodarki, bo nie ma takiej jej gałęzi, której by nie obsługiwał - mówi na wstępie prezes zarządu Zrzeszenia Przewoźników Drogowych w Ostrołęce Mirosław Szczepankowski, który razem z synami prowadzi firmę transportową. - Nasza branża jako pierwsza widzi zmiany w gospodarce, także w sferze pracowniczej. I my jako pierwsi, już pod koniec pierwszej dekady tego wieku, obserwowaliśmy niedobór pracowników w naszej branży. Parę lat temu mówiło się o braku 30 tys. kierowców w skali całego kraju, obecnie te braki szacuje się na 100 tysięcy. To efekt dwóch czynników: dynamicznego rozwoju transportu przy jednoczesnym zaniku szkolenia nowych kierowców na poziomie zawodowym. Do tego dochodzą niedoskonałe wysiłki urzędów pracy. Powinny przekwalifikować na przykład na kierowców tych bezrobotnych, którzy w swoim zawodzie nie mogą znaleźć zatrudnienia. A wygląda to tak, że rejestruje się bezrobotnego, daje się mu świadczenia i nic się z nim więcej nie robi. Bez zasilania się pracownikami zza wschodniej granicy transport by zamarł.

Także ten ostrołęcki. Firmy głównie zatrudniają obywateli Ukrainy, Białorusi, ale i z dalej znajdujących się krajów. Proporcje zatrudnienia Polak-obcokrajowiec w każdym przedsiębiorstwie kształtują się inaczej.

- Ale są na naszym rynku i firmy, w których pracuje i ponad 90 proc. obcokrajowców - opowiada Mirosław Szczepankowski.

Dostają takie same pensje jak Polacy. Dla nich to większe pieniądze do zarobienia niż w kraju. Mamy też wyższy poziom kultury, komfortu pracy. To tacy sami pracownicy jak nasi rodacy: nie ma lepszych czy gorszych ze względu na narodowość. Są tacy, którzy pracują u nas kilka lat, a potem zatrudnienie w naszych firmach znajdują ich dzieci.

Zgubne windowanie zarobków

Jak prezes ostrołęckich przewoźników ocenia pracowników? Odpowiada dyplomatycznie:

- Człowiek młody jest bardziej chętny do nauki, do poznawania nowinek technicznych. Starszemu z tym wszystkim jest trudniej z racji wieku, poza tym nie ma na to ochoty, co też trzeba zrozumieć. Do młodych świat należy!

Tyle że tych młodych kierowców jest zbyt mało.

- Dziś mamy do czynienia z nadpodażą pracy i niedoborem pracowników - diagnozuje problem. - Dotyka to też innych branż. A jak nie ma ludzi do pracy, to trzeba windować zarobki. W konsekwencji firma staje się mniej konkurencyjna.

Recepta?

- Zniszczonego systemu szkolenia zawodowego nie da się odbudować w rok czy dwa, potrzeba na to kilkunastu lat - uważa Mirosław Szczepankowski. - Niestety nie widać jakichś pozytywnych posunięć, aby cokolwiek zmienić. A praca kierowcy jest atrakcyjna. Nie tylko pod względem finansowym, ale jeśli już o tym mówimy, to nie znam innej branży na poziomie zawodowym, która byłaby lepiej płatna.

Bez angielskiego ani rusz

Branża transportowa to duży pracodawca w naszym regionie. A jak pracowników spostrzegają inni duzi gracze?

- W powiecie ostrołęckim nie ma problemu ze znalezieniem kandydatów do pracy na stanowiska produkcyjne. Natomiast trudniej jest znaleźć kandydatów spełniających specjalistyczne kompetencje - odpowiada na pytanie o problemy rekrutacji szefowa marketingu w Stora Enso Agnieszka Stolarow. - Problem ze znalezieniem pracownika często występuje przy stanowiskach wymagających wyższych kwalifikacji np. do działu IT (analityk systemów), księgowości (specjalista ds. sprawozdawczości finansowej), utrzymania ruchu (automatyk, elektryk). Z uwagi na fakt, że Stora Enso działa na rynku międzynarodowym, jednym z podstawowych wymagań przy większości stanowisk jest bardzo dobra znajomość języka angielskiego. Nie zawsze udaje nam się znaleźć kandydata posiadającego odpowiednie kwalifikacje na dane stanowisko i równocześnie z bardzo dobrą znajomością języka angielskiego.

Z brakiem pracowników w Storze nie ma problemu.

- Otrzymujemy bardzo dużo różnych aplikacji. Często są to młode osoby, które poszukują stabilnego zatrudnienia na lokalnym rynku pracy. Cieszy nas fakt, że istnieje lokalne zainteresowanie potencjalnych kandydatów firmą Stora Enso.

Jakie są ich priorytety? Zarobki Agnieszka Stolarow wymienia na pierwszym miejscu, na kolejnych: stabilność zatrudnienia, możliwości rozwoju, awansu i… świadczenia socjalne.

Najtrudniej o wykwalifikowanego

Ze znalezieniem pracowników nie ma większych problemów także elektrownia w Ostrołęce.

- Biorąc pod uwagę fakt, że jesteśmy największym pracodawcą w regionie, o ugruntowanej pozycji w branży, nie mamy problemu z pozyskiwaniem nowych pracowników - tłumaczy rzecznik prasowy Grupy Energa Adam Kasprzyk. - Codziennie spływają do nas aplikacje kandydatów chętnych do rozpoczęcia swojej kariery zawodowej. Oczywiście, kandydaci bywają różni: jedni mają zbyt duże wymagania, inni wręcz przeciwnie. Do tego kandydaci mają swoją wizję pracy, wyniesioną na przykład ze studiów. W efekcie wielu poszukujących pracy aplikuje na nieodpowiednie stanowiska, a ich oczekiwania i potrzeby się rozmijają. Obu stronom jest wtedy nie po drodze. Największe znaczenie dla kandydatów mają oczywiście zarobki. Młodzi kandydaci do pracy oczekują również możliwości podnoszenia swoich kwalifikacji i stabilnej formy zatrudnienia. Młode pokolenie nadal jednak motywowane jest brakiem pieniędzy, mieszkania, pracy, czego rezultatem jest stawianie na dalszym miejscu myślenia w kategoriach rozwoju i długofalowych celów.

Adam Kasprzyk wskazuje na tendencje, o których mówili i nasi wcześniejsi rozmówcy.

- System edukacyjny powinien nadążać za rynkiem pracy. W wielu branżach już mamy do czynienia z rynkiem pracownika, ale ta sytuacja będzie powszechna. Okoliczności demograficzne nie ulegają zmianie.

Jeśli tylko koniunktura gospodarcza będzie dalej tak dobra, to firmy zaczną się bić o dobrych ludzi. Wiele firm już teraz narzeka, że nie potrafi znaleźć osób o odpowiednich kompetencjach. Ponadto kandydaci szukają lepszych warunków pracy, mają coraz większe ambicje i potrzebę awansu.

Rzecznik powołuje się na raporty, z których wynika, że 41 proc. firm ma kłopot ze znalezieniem odpowiedniego pracownika. Najtrudniej o wykwalifikowanego pracownika fizycznego (np. mechanika, elektryka, hydraulika, spawacza, stolarza, murarza, montera) i inżyniera.

Robert Majkowski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.to.com.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.