Klub Oczko: grają i śpiewają od 40 lat

Czytaj dalej
Anna Wołosz

Klub Oczko: grają i śpiewają od 40 lat

Anna Wołosz

Klub „Oczko” zmieniał nazwy, status, lokalizacje, ale cały czas pozostawał tym, czym jest: miejscem, w którym mogli się realizować pasjonaci sceny. Tak jest od 40 lat

Trwaj chwilo, trwaj, następne dziesięciolecia...

Nasze „Oczko” to klub wędrowny - śmieje się Aleksandra Kowalewska, kierownik Klubu „Oczko” Ostrołęckiego Centrum Kultury. - Sami to zaczęliśmy: siedziba była w Wojciechowicach i zaczęliśmy mówić, że to niedobrze, że ośrodek kultury jest na odległym osiedlu, a nie ma go w centrum. Tylko nikt nie przypuszczał, że tak to się to potoczy.

Oczkowa rodzina

Okazją do wspomnień było 40-lecie Klubu „Oczko”. Lata policzono z uwzględnieniem jego poprzednich nazw i statusów. Ostatecznie, liczą się ludzie, którzy tworzyli to niepowtarzalne zjawisko na mapie kulturalnej regionu. A oni ciągnęli za klubem, przenosząc się do kolejnych siedzib. Nadal czują się częścią oczkowej rodziny. Co udowodnili podczas wieczoru jubileuszowego, 26 maja. Zamiast siedzieć na widowni i wzdychać, że „kiedyś to były czasy...”, jeszcze raz weszli na scenę.

Koncert otworzyła jedna z najmłodszych stażem a najstarszych wiekiem uczestników grup w Klubie. To część Ostrołęckiej Sceny Autorskiej, w której występują dorośli. Ewa Krupka, Monika Geburt, Kacper Michalski, Tomasz Dąbkowski, Mateusz Siennicki skrzyknęli się pod wodzą Wojciecha Kraszewskiego i bawią w teatr nie gorzej, niż ich dzieci - też pod opieką „Oczka”. Niektórzy wywodzą się z konkursów recytatorskich lub sekcji młodzieżowej, inni przyszli „z ulicy”. Jak twierdzą, nie do końca wiadomo, jak im się udaje przygotować spektakl, bo tyle mają zabawy podczas prób.

Następnie przy mikrofonach stanęły Jolanta Rybacka i sama szefowa „Oczka”. Zaśpiewały piosenkę, która streszcza sens istnienia Klubu: śpiewać, grać, występować, mówić żywe słowo, bawić publiczność.

Z każdą zmianą lokalu przychodziły nowe pomysły i kierunki rozwoju. W ten sposób wycieczka po miejscach zamieniła się w wyprawę w głąb czasu. Najpierw: dawny Wojewódzki Ośrodek Kultury w Wojciechowicach, takie prapoczątki. Potem piętro w „pałacyku” przy ul. Gorbatowa 15. W pamięci ostrołęczan pozostały finały Ogólnopolskiego Konkursu Recytatorskiego, których słuchało się, siedząc na słynnych schodach. Tu przypomniano wychowanków Grupy Teatralnej „Arka”, założonej przez Pawła Opęchowskiego.

Od trzech lat jego imię nosi Scena Teatralna w „Oczku”. Tak zdecydowali jego koledzy. Paweł patronuje też nagrodzie dla najmłodszego instruktora, który przygotowuje wykonawców na konkurs „Igła”. Wspominano go jako wybitnego instruktora i charyzmatycznego człowieka teatru. Zainspirował mnóstwo ludzi. Grupa teatralna wystawiła kilkanaście spektakli, część z autorską muzyką. To był teatr oparty na tekstach poetyckich, co jest dzisiaj rzadkością. Do grupy należał m.in. Bogdan Piątkowski, dyrektor OCK.

Po przypomnieniu Arki i Pawła Opęchowskiego, przyszła kolej na nowy etap w życiu Klubu. Zaskakujący, po poetyckich początkach. Otóż po przeprowadzce do remizy OSP, dzisiejszego „Avalonu”, do szefostwa przyszli młodzi ludzie w dżinsach i powiedzieli, że potrzebują miejsca na próby. Próby czego? - padło pytanie. W odpowiedzi pokazali gitary elektryczne i perkusję. Tak miasto usłyszało o zespole ROS. Po kolejnej zmianie siedziby, którą „Oczko” otrzymało w lokalu po kawiarni „Na Skarpie”, zawiązał się zespół Kefir. Jego wokalistą był Piotr Grzyb.

- Lata mijają, a ja nadal na scenie - żartował podczas instalowania się z zespołem.

Mimo rockowego charakteru koncertów, klimat poetycki nie odszedł daleko. Reprezentowała go Grupa Wokalno-Instrumentalna, czyli WI. Większość jej wokalistów i wokalistek nadal śpiewa, zawodowo lub dla przyjemności. Jak Stanisław Orłowski, który występuje w zespole Nie Oni Jedni. Twierdzą, że z tego się nie wyrasta. Podczas jubileuszu zaśpiewali m.in. „Trwaj chwilo” z repertuaru Adama Nowaka, swój nieoficjalny hymn.

Kolejny lokal Klubu: garaże przy ul. Berka Joselewicza. Przypomniał go Teatr Piosenki 21. To wówczas powstał pomysł, żeby to 21 zamienić na szczęśliwe oczko, jak w kartach. Garaże naprawdę służyły do przechowywania aut, więc działalność kulturalną poprzedził wielki remont.

- Kolejny. Nasza praca przez lata dzieliła się na próby z grupami i na sprzątanie - mówiła Aleksandra Kowalewska.

Na końcu, po 17 latach, klub przeniósł się do lokalu na osiedlu Centrum, który zajmuje do dziś. Tutaj nareszcie była porządna sala, w której zamontowano scenę z odsuwaną kurtyną, a w pomieszczeniach obok powstała pracownia krawiecka i garderoby. To nie pozostawiało wyboru: trzeba iść w kierunku teatru. Cały czas działała grupa wokalna Studio Piosenki oraz Ostrołęcki Chór Kameralny, ale to działania teatralne najmocniej intrygowały młodzież.

Teatr amatorski w Klubie „Oczko” na dobre zaczął się od 2001, od scenki na premierze filmu „Quo vadis?”. Potem był pierwszy happening pt. „Nie zadymiaj”. Został przygotowany na I Ostrołęcką Jesień Teatralną. Wcześniej, od 1999 roku, w Klubie „Oczko” działał Wielopokoleniowy Teatr Amatorski, prowadzony przez Aleksandra Połygalina. Początkowa nazwa Ostrołęcka Scena Amatorska przekształciła się w „Autorską”.

- Sami wymyślali scenariusze, ruch sceniczny, dialogi, sami reżyserowali - mówi Aleksandra Kowalewska. - Wyrosło nam kilkoro zawodowych aktorów, Tomasz Szczepanek jest reżyserem.

Grupa pokazywała własne kameralne spektakle, ale przygotowała również formy większe, np. bajki sceniczne. Bywało, że na scenie można było obejrzeć kilkudziesięciu wykonawców naraz.

Potem, wraz ze sprowadzeniem do Ostrołęki znakomitego festiwalu teatrów ulicznych Inqbator, powstało zapotrzebowanie na ten rodzaj działań scenicznych. Bo jak to, goście przyjadą z przedstawieniami, a gospodarze nic nie zaprezentują? Z podrażnionej ambicji zrodziły się pierwsze przedstawienia na ulicy. Nadal są przygotowywane: podczas jubileuszu goście zostali poproszeni o wyjście przed budynek. Tam młodzież wystawiła pantomimę.

Co dalej? Czego jeszcze w „Oczku” nie było?

- Jesteśmy otwarci - zapewniają pracownicy Klubu.

Anna Wołosz

Zaczynałam w "Gazecie Współczesnej", równolegle pracując w liceum, jako polonistka. Służbowo interesuje mnie wszystko, co dotyczy problemów wsi. Dlatego równie często, jak za biurkiem, można mnie spotkać gdzieś w polu.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.to.com.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.