Mateusz Mielnik: W Ostrołęce pokochałem siatkówkę na nowo

Czytaj dalej
Fot. siatka.org
Michał Kowalczyk

Mateusz Mielnik: W Ostrołęce pokochałem siatkówkę na nowo

Michał Kowalczyk

Trenerem siatkarzy Energi Net Ostrołęka jest dopiero drugi sezon, a już cieszy się dużym uznaniem miejscowych kibiców Dzięki pracy całego zespołu biało-czerwoni w zeszłym sezonie zatrzymali się dopiero na turnieju finałowym II ligi, dostarczając fanom wielu emocji.

Jest Pan już w Ostrołęce drugi rok, ale kibice chętnie dowiedzieliby się z jakich stron pochodzi trener Energi Net Ostrołęka.

Urodziłem się w Tomaszowie Lubelskim, stamtąd pochodzi moja najbliższa rodzina, która do tej pory tam mieszka. Moi rodzice przenieśli się do Bielska-Białej jak miałem dwa lata, tam się wychowywałem, tam chodziłem do szkoły. Większa część mojego życia to właśnie Bielsko-Biała. Tak naprawdę to do tej pory nie mam swojego jednego miejsca, bo trochę jestem tu, trochę tam. Z jednej strony to trochę niewygodne, ale jest dużo plusów. Poznaję nowe miejsca, nowych ludzi.

Kiedy rozpoczęła się Pańska przygoda z siatkówką?

Siatkówka to całe życie, od czwartej klasy szkoły podstawowej zacząłem grać i mi się to spodobało. Przez chwilę był taki moment, że grałem w piłkę nożną, ale łączyłem to z siatkówką. Przeszedłem wszystkie szczeble od minisiatkówki przez kadeta, młodzika, juniora. Jeszcze na drugim roku studiów grałem, ale trzeba było podjąć decyzję co dalej w życiu robić. Wtedy zaproponowano mi rolę asystenta w drugoligowym zespole i trenerem jestem już jedenasty sezon.

Nie ciągnęło na boisko? Trener na wszystko musi patrzeć z boku.

Generalnie stoję twardo na ziemi, wiedziałem, że nie będzie zarobku z gry w siatkówkę, ani nic mi to nie da. Traktowałem to jako przyjemność, dodatek do studiów. Nie było się nad czym zastanawiać. Praca trenera mi się podoba, to jest moja pasja i poświęcam temu całe moje życie. Jakbym miał drugi raz podjąć decyzję to podjąłbym taką samą. Jestem szczęśliwy, bo robię to co lubię i do tego zarabiam na chleb.

Praca trenera to tylko praca, czy może już misja?

Nie chciałbym używać wielkich słów, ale trochę tak to traktuję. Staram się młodych chłopaków gdzieś kierunkować, żeby odnaleźli swoją drogę i szukali swoich celów w życiu, to jest bardzo ważne. Staram się by nie robili głupich rzeczy i skupili się na tym co mogą w przyszłości robić. Nic na siłę, ale wielu chłopakom siatkówka może pomóc. Ten sport nikomu krzywdy nie zrobił i jeżeli ktoś chce się poświęcić, to ja też się poświęcam dla niego.

Jakby dziś przyszła propozycja lepiej płatnej pracy, ale nie w sporcie, to zdecydowałby się Pan na przebranżowienie?

Za żadne pieniądze bym się nie zamienił. To jest moja pasja, tu się spełniam, poznaję fantastycznych ludzi. Z siatkówką wiążą się wielkie emocje i więzy między nami, wykonujemy tu razem ciężką pracę. Czasem są wyniki, są sukcesy, ale są i porażki. To jest wpisane w ten sport, ale oby tych porażek było jak najmniej. Te emocje sprawiają, że praca w sporcie jest fascynująca.

Ile czasu zajmuje praca trenera siatkówki?

W moim przypadku to wygląda tak, że jak się zacznie okres przygotowawczy to przez dziesięć miesięcy jestem wyłączony z innych rzeczy. 24 godziny na dobę myślę, analizuję. Im jestem starszy, tym łatwiej mi spokojnie do tego podejść, ale nie da się tak do końca. Dlatego staram się szukać rzeczy, które mnie uspokajają, pozwalają zapomnieć na moment o siatkówce. Jest czas na pracę, myślenie i relaks.

Czy jest jakiś element warsztatu trenerskiego, na który zwraca Pan szczególną uwagę?

Pracowałem już jako drugi trener, statystyk, trener przygotowania fizycznego, więc teraz jest mi łatwiej, bo wcześniej mogłem uczyć się od innych, podpatrywać dobre wzorce, ale też uczyć się na błędach. U mnie podstawą jest przygotowanie fizyczne, to fundament, żeby na boisku była siła i wytrzymałość. Bez tego trudno wytrzymać dwie i pół godziny treningu czy meczu. Na pewno jestem wymagający na treningu, staram się być konsekwentny w naszych systemach pracy, w organizacji. Co roku mamy spotkanie z zespołem, wyznaczamy sobie regulamin. Do tego też taktyka, granie blokiem czy współpraca blok-obrona przyniosła nam sporo korzyści w poprzednim sezonie. Mam pomoc statystyka Grzegorza Czetowicza, korzystamy z programu Data Volley, mam możliwość dzięki temu tej taktyki pilnować.

W drużynie Energi Net są starsi zawodnicy od Pana. Jak się układają Wasze relacje, wiek to jakaś przeszkoda?

Tylko dwóch zawodników jest starszych ode mnie, Dominik Zalewski i Arek Piasta. Nie zawsze tak było, bo w zasadzie to ja byłem jednym z młodszych w całej drużynie kiedy wchodziłem do pracy trenerskiej, zaczynałem jeszcze na studiach. Teraz mi lecą lata, zawodnicy są młodsi. Z Dominikiem i Arkiem bardzo dobrze się dogadujemy, łatwiej mi z nimi współpracować, bo są dojrzali, świadomi tego co potrafią. Znaleźliśmy wspólną drogę, wiem na co ja mogę liczyć od nich. Cieszę się, że na nich trafiłem, bo pokazują młodszym, że nie można odpuszczać na żadnym treningu.

Przenosiny do Ostrołęki to była dobra decyzja?

Jak najbardziej. Pomogło mi to pokochać siatkówkę na nowo. Poprzednie sezony miałem trudne, różne myśli mi po głowie chodziły, ale dzięki pracy w Ostrołęce ta siatkówka znów wróciła jako moja pasja. Robimy razem z zarządem i zawodnikami kolejne małe kroki do przodu, przede wszystkim siatkarsko. Chcemy być lepsi też organizacyjnie. Znaleźliśmy wspólny język, kibiców jest coraz więcej, a liczę też, że pojawi się coraz więcej osób, które dołożą cegiełkę, by ten klub się rozwijał. Ostrołęka w Polsce znana jest jako miasto siatkówki, w gronie sportowym kojarzy się z braćmi Łomaczami czy świętej pamięci Arkiem Gołasiem.

Poprzedni sezon był jednak trudny.

Zgadza się, przychodziłem do środowiska, którego prawie w ogóle nie znałem. Jedynie znałem prezesa, wiedziałem, że jest piękna hala, pomoc miasta i zainteresowanie kibiców. Wiedziałem, że jest dobry klimat do siatkówki, ale po spadku drużyna się rozpadła, zainteresowanie kibiców gdzieś się ulotniło. Było trudno, szczególnie na początku, było trochę nerwowych sytuacji, trudnych rozmów, ale jak widać tak musiało być.

Dojście zespołu Energi Ostrołęka do turnieju finałowego II ligi to sukces czy jednak niedosyt, że nie udało się awansować?

Sukcesem by było jakbyśmy zrobili awans. Oczywiście sezon był udany, bo zawodnicy się rozwinęli sportowo, ale najważniejsze to, że zbudowaliśmy zespół. Wychodziliśmy z trudnych momentów, mam nadzieję, że kibice to widzieli. O to mi chodzi, jesteśmy dla kibiców, dla Ostrołęki, reprezentujemy to miasto. Musimy godnie je reprezentować, żaden z moich zawodników nie ma co do tego wątpliwości.

Po sezonie pojawiły się propozycje z wyższych lig. Dlaczego z nich Pan nie skorzystał?

Były propozycje z pierwszej ligi, była też propozycja pracy jako asystent w Plus Lidze. Były to konkretne rozmowy. Podjąłem jednak decyzję, że pracuję na swoje nazwisko, jestem młodym trenerem i mam jeszcze czas, żeby do tej Plus Ligi wrócić. Na dzień dzisiejszy chcę kontynuować pracę jako pierwszy trener. O pozostaniu w Ostrołęce zadecydowała więź z zespołem, oni chcieli ze mną pracować i podjąłem decyzję, że tutaj zostaję. Cieszę się, że tak wyszło.

Drużynę przebudowano, pojawiło się kilka nowych twarzy. Miał Pan wpływ na transfery do klubu, na przyjętą strategię?

Oczywiście, miałem wpływ na transfery, bardzo dużo rozmawiamy z prezesem na temat konkretnych decyzji. Były dwa pomysły: kontynuować pracę, stabilizację gry albo postawić na siedmiu ludzi doświadczonych i uzupełnić młodzieżą. Ja chciałem kontynuować to co zaczęliśmy wcześniej. Poszukaliśmy chłopaków z regionu, wzmocniliśmy drużynę i mamy na wszystkich pozycjach bardzo wyrównany zespół.

Czy to prawda, że siatkarze Energi Net mieli także plan treningowy na wakacje?

Tak, w tym roku jestem spokojny, bo niektórzy przyjechali z wakacji nawet z lepszą wagą niż mieli w maju. To zdecydowane ułatwienie, cieszę się, że siatkarze wykonali pracę, jaką im nakazałem na okres wakacyjny.

Ostatnie dni wakacji to dla sztabu Energi Net ciekawy wyjazd do Spały.

Udało się pojechać na zgrupowanie reprezentacji Polski na dwa dni. Jestem w kontakcie z Piotrem Gruszką, dobrze się rozumiemy prywatnie i wykorzystałem to, że jest teraz asystentem trenera de Giorgiego. Pojechaliśmy z Arkiem Piastą zobaczyć jak kadra trenuje, jakie są nastroje przed Mistrzostwami Europy. Mieliśmy dużo rozmów ze sztabem kadry narodowej. Będę się starał wyciągnąć z tego jakieś wnioski.

W Ostrołęce nie brakuje kibiców siatkarskich. Jak bardzo są oni ważni dla zespołu Energi Net Ostrołęka?

Lubię grać przy głośnej publice. Były takie sytuacje, że sam próbowałem pobudzać publikę. Hala nie lubi ciszy, musi być doping, musi być zabawa, muzyka, krzyk. Chłopakom się wtedy lepiej gra. To co się działo na meczu z Huraganem Międzyrzec Podlaski, to właśnie dla takich chwil trenujemy. Mam nadzieję, że w tym roku od samego początku tak będzie. Już teraz zapraszam na nasze mecze, do dopingowania zespołu. Im lepsza atmosfera na trybunach, tym lepiej nam się gra.

Cele na nowy sezon to…

Chciałbym co najmniej powtórzyć wynik z poprzedniego sezonu. Ten drugi sezon jest trudniejszy, w tym roku wszyscy wiedzą jaki osiągnęliśmy wynik, że mamy mocny skład i jakie mamy oczekiwania. Powtórzyć wynik jest zawsze trudniej niż zrobić to pierwszy raz. Chcemy utrzymać charakter zespołu, grającego szybką, agresywną siatkówkę i grać przede wszystkim dla kibiców, dla Ostrołęki.

Ostrołęka zasługuje na więcej niż druga liga?

Jestem przekonany, że tak. Robimy wszystko, żeby pierwsza liga tu znów była, ale system awansu jest bardzo trudny i mogą minąć dwa, trzy, a może cztery sezony żebyśmy do pierwszej ligi wrócili. Teraz znów system się zmienił, zespoły są mocniejsze. Awans z drugiej do pierwszej ligi to jedna z trudniejszych rzeczy. Jesteśmy cierpliwi, mamy pomysł na drużynę, zespół się rozwija. Na pewno ta pierwsza liga wróci, jestem o tym przekonany. Cieszę się, że organizacyjnie też idziemy do przodu. Wszystko idzie ku dobremu.

Dziękuję za rozmowę.

Michał Kowalczyk

plus.to.com.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.