Beata Modzelewska

Szybka pielgrzymka pana Zdzisława

Szybka pielgrzymka pana Zdzisława
Beata Modzelewska

60-latek wybrał się w samotną podróż do Częstochowy. Rowerem. Bez przerwy na sen. Tak jak przed rokiem

Drugi raz wykręcił (rowerem) taki numer - spakował niewielki bagaż i popedałował na Jasną Górę. Zdzisław Piotrowski - dyspozytor w Miejskim Zakładzie Komunikacji w Ostrołęce, instruktor nauki jazdy - wyruszył 1 sierpnia, tak jak piesza pielgrzymka do Częstochowy.

- Wyprzedzałem ją w Rzekuniu - mówi. - Zamierzałem poruszać się taką trasą, jaką do Częstochowy wędrują pielgrzymi. Dokładnie się nie dało, ale może to i dobrze. W mojej ocenie trasa pielgrzymki pieszej nie jest bezpieczna, to znaczy niektóre jej odcinki, np. droga krajowa nr 50. Tam jest wąsko i jest duży ruch, zwłaszcza ciężarowy.

W tym roku, jak przyznaje Zdzisław Piotrowski, było mu trudniej podróżować.

- Jazda była ciężka, bo było upalnie, temperatura przekraczała 35 stopni. Miejscami koła roweru zapadały się w roztopionym asfalcie. Urządzenie, z którego korzystałem (rowerowa nawigacja - przyp. red.) pokazuje, że wypiłem w trasie ponad 10 litrów płynów. Sądzę, że mogło być to nawet więcej. Martwiłem się też, żeby mi napojów wystarczyło. Bo były takie odcinki, gdzie przez wiele kilometrów nie było żadnego sklepu czy stacji benzynowej i nie można byłoby uzupełnić zapasów.

W drodze do Częstochowy pokonał 447 km. Jazda rowerem trwała 26 godzin (plus dwie godziny na przystanki).

- Ludzie mówią: Do Częstochowy jest dużo bliżej. Prawda, ale samochodem, ekspresówkami, a rowerem tędy się nie pojedzie - mówi.

Podróż upłynęła spokojnie, choć adrenalina mu się parę razy podniosła.

- Małe problemy miałem nocą, we wioskach, gdy z niezamkniętych posesji wybiegały psy i obszczekiwały rower. Jak gonił mnie jeden, to pół biedy, ale jak dwa... Obu nóg przecież nie podniosę, bo rower się zatrzyma - śmieje się. - No ale nie było tak źle. Dojechałem do celu i żaden pies mnie nie pogryzł.

W Częstochowie Zdzisław Piotrowski spędził cztery dni, wraz z żoną i sąsiadami, którzy dojechali samochodem. 6 sierpnia ruszył w drogę powrotną.

- Trasą inną, krótszą, liczącą 420 km. I lżej było jechać, bo było chłodniej, a poza tym część mojego bagażu zabrała żona - opowiada cyklista.

Ta rowerowa pielgrzymka miała wyglądać inaczej. Zdzisław miał jechać z kolegą. Ale w ostatniej chwili coś mu wypadło. A Zdzisław nie chciał rezygnować z planów.

- Ale chciałbym, aby w przyszłym roku ktoś mi w tej podróży towarzyszył. - Zdzisław nie zamierza odpuszczać. - Zapraszam na taką szybką, sierpniową wyprawę do Częstochowy. Mogę nawet rozłożyć podróż na dwa dni, nie ma problemu. Fajnie byłoby jechać w towarzystwie - podkreśla.

Chętnych prosimy o kontakt z redakcją (tel. 697 770 536), przekażemy namiary Zdzisława Piotrowskiego.

60-latek w tej podróży stracił… 18 tysięcy kalorii, a zyskał… ogromną satysfakcję.

Zdzisław Piotrowski już w ubiegłym roku, gdy opowiadał o swojej podróży, podkreślał, że bardzo lubi jeździć rowerem.

- A, nawet wczoraj skoczyłem sobie wieczorkiem i 60 kilometrów zrobiłem - mówi lekko. - Może ktoś się skusi na wyprawę ze mną w przyszłym roku… - powtarza.

A my chętnie znów za rok opiszemy taką wyprawę.

Beata Modzelewska

W zawodzie dziennikarza od ponad 25 lat: najpierw z radiowym mikrofonem, potem z telewizyjną kamerą, w ostatnich latach - "z piórem". Od lipca 2017 roku redaktor naczelna "Tygodnika Ostrołęckiego" i www.to.com.pl.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.to.com.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.