Bohater angielskiego nieba

Czytaj dalej
Piotr Ossowski

Bohater angielskiego nieba

Piotr Ossowski

Przypomnieli postać majora stefana kleczkowskiego lotnika z kleczkowa, członka legendarnego dywizjonu 303.

Stefan Kleczkowski nie jest jedynym pochodzącym z naszego regionu polskim pilotem walczącym podczas II wojny światowej w Anglii. Przywołać można tu choćby nazwiska Kazimierza Karaszewskiego czy Stanisława Grodzickiego.

Łączy ich to, że pozostają nieco zapomniani. Ten stan rzeczy - w przypadku Stefana Kleczkowskiego - mają szanse zmienić uroczystości upamiętniające 100. rocznicę urodzin zorganizowane w miniony weekend przez starostwo powiatowe i stowarzyszenie Mazowieckie Inicjatywy Społeczne.

W ich programie znalazła się prelekcja o udziale polskich lotników w Bitwie o Anglię (i szerzej o losach polskich lotników ewakuowanych po klęsce wrześniowej z kraju), koncert rockowego zespołu Forteca, msza święta i złożenie kwiatów na grobie Stefana Kleczkowskiego.

- Warto takie postacie przypominać, warto pamiętać o polskich żołnierzach, nie tylko tych walczących tutaj, na naszej ziemi, ale także takich, jak major Kleczkowski, których wojenne losy rzuciły daleko od ojczyzny - mówił podczas spotkania na Fortach Bema, inaugurującego uroczystości upamiętniające Stefana Kleczkowskiego starosta ostrołęcki Stanisław Kubeł.

A o tym, że jego los nie był odosobniony, że stał się udziałem całej rzeszy polskich pilotów, mówił Marek Rogusz z Fundacji Historycznej Lotnictwa Polskiego.

Przez Rumunię, Francję do Anglii

- Jakkolwiek niedobrze to brzmi, trzeba powiedzieć, że operacja ewakuacji polskich lotników po klęsce wrześniowej, okazała się dużym sukcesem. Około 12 tysięcy polskich lotników, nie tylko pilotów, ale osób różnych specjalności, udało się ewakuować w 1939 roku do Francji. Było to około 80 procent wszystkich polskich lotników w owym czasie - mówił Marek Rogusz.

W tej liczbie znalazł się i Stefan Kleczkowski. Urodził się 2 września 1917 roku w Dębowie. Jego rodzicami byli Stanisław Kleczkowski i Rozalia Kleczkowska, z domu Szulkowska. Dwa lata po jego urodzeniu Kleczkowscy wracają do Kleczkowa skąd pochodzą. Tu Stefan Kleczkowski kończy sześcioklasową szkołę powszechną. Uczniem jest zdolnym, dlatego jego stryj, właściciel dużego majątku ziemskiego pod Czerwinem zabiera go do siebie, siódmą klasę kończy w Czerwinie. Potem - dzięki pomocy finansowej stryja kontynuuje naukę w gimnazjum w Łomży.

Maturę zdaje w 1937 roku i w tym samym dostaje się do Szkoły Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie. Licencję pilota otrzymuje w roku wybuchu wojny. Zastaje go ona w Dęblinie właśnie. We wrześniu na polskim niebie walczyć jednak nie jest mu dane - już 2 września lotnictwo niemieckie dokonuje dużego bombardowania lotniska i uczelni w Dęblinie.

Stefan Kleczkowski - jak wielu mu podobnych - zostaje ewakuowany z kraju. W konspiracji, jako student z Lwowa, przedostaje się do Rumuni. Stamtąd - przez Maroko - trafia do Francji a potem do Anglii. I od 1940 roku zaczyna służbę w tworzących się tam Polskich Siłach Powietrznych. Po przeszkoleniach na brytyjskich samolotach we wrześniu 1940 roku trafia do polskiego Dywizjonu 302, jako jego pilot bierze udział w 19 misjach bojowych. Już w kolejnym roku zostaje oddelegowany do Ośrodka Szkolenia Królewskich Sił Lotniczych w Cranwell gdzie zdobywa kwalifikacje instruktora pilotażu.

W legendarnym Dywizjonie 303

I właśnie szkoleniem polskich pilotów zajmuje się przez większość czasu wojny - od kwietnia 1941 roku do października 1944 roku. W tym okresie Stefan Kleczkowski wyszkolił 149 polskich pilotów.

W 1944 roku Stefan Kleczkowski, już w stopniu kapitana, trafia do legendarnego Dywizjonu 303. W nim Kleczkowski bierze udział w kilkudziesięciu atakach bombowych nad Francją, Holandią, Belgią i Niemcami. Służbę kończy wraz z rozwiązaniem Dywizjonu 303 - w 1946 roku.

Stefan Kleczkowski w 1941 roku ożenił się z Betty Margaret Barrow, poznaną gdy pełniła tak zwaną służbę pomocniczą. Mają dwóch synów, po wojnie Stefan Kleczkowski prowadzi w Anglii hotel. Do Polski po raz pierwszy po wojnie przyjeżdża w 1955 roku, potem - do samej śmierci przynajmniej dwa razy w roku odwiedza rodzinne Kleczkowo.

Niełatwy powrót do ojczyzny

- Pamiętam wujka, przyjeżdżał co roku na Wszystkich Świętych i na nasz odpust - mówi, jedna z nielicznych już, kuzynek Stefana Kleczkowskiego Krystyna Jankowska. - Pamiętam go doskonale jako przystojnego, eleganckiego mężczyznę. Tylko, że to było inne pokolenie, z nami, młodszymi o swoich wojennych losach nie rozmawiał, a starsze osoby, które go dobrze znały, już nie żyją - dodaje.

Stefan Kleczkowski umiera 14 lutego 1992 roku. Zgodnie z jego wolą, po śmierci rodzina sprowadza ciało do Polski. Zostaje pochowany na cmentarzu w Kleczkowie. Nawet jednak ta jego ostatnia droga nie przebiega bez przeszkód.

- Kiedy z ciocią [żoną majora Kleczkowskiego] lecieliśmy już do Polski z trumną, podszedł do nas na pokładzie steward i mówi do cioci: „Bardzo mi przykro, ale pani męża nie ma z nami”. Ciocia na to zdezorientowana: „Tak, mój mąż nie żyje”. A steward wyjaśnia: „Nie o to chodzi, trumna została na lotnisku” - opowiadał na sobotnim spotkaniu Edmund Budkiewicz. - Okazało się, że ciało wujka przyleciało innym samolotem i to do Krakowa. Tak więc nawet tę ostatnią drogę do Polski miał trudną...

Piotr Ossowski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.to.com.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.